Bay....

Bay....

czwartek, 19 marca 2015

Rozdział 1

*Vanessa*

-Kochanie mam dla ciebie niespodziankę!- krzyknęła do mnie mama a ja kiwnęłam głową by kontynuowała- Nasi dawni przyjaciele wracają na jakiś czas !
-Jacy przyjaciele?
-No jak to jacy. Tomlinson'owie.- co?!.....

Po cholernych 6 latach zachciało im się wracać?! Od tego czasu nawet się nie odzywali a teraz przyjeżdżają sobie tak o?! Jak wczoraj mi matka powiedziała że przyjeżdżają to myślałam że zemdleję. A w dodatku każe mi z nią iść dzisiaj do nich! A najlepsze jest to że oni mieszkają naprzeciwko nas. Przepraszam. MIESZKALI! Więc po cholerę wracają?! Pewnie powinnam się cieszyć, skakać z radości! Ale nie! Od tych 6 lat nawet mu się nie chciało do mnie przynajmniej zadzwonić, napisać cokolwiek! Obiecał.. Ale nie dotrzymał tego.. Louis... Mój najlepszy przyjaciel... Czy w ogóle dalej przyjaciel. Nawet nie wiem już jak on wygląda! Jak się czuje! NIC! A jak ja dzwoniłam to oczywiście nie odbierał. I jak ja mam normalnie z nim dzisiaj gadać? Bardzo się boję tego spotkania. Boję się co powie. Jak zareaguje i czy będzie chciał dalej się ze mną przyjaźnić... Ostatnio się widzieliśmy jak mieliśmy z 14, 15 lat. Moja mama też się przyjaźniła z mamą od Lou. A jaka była moja przyjaźń z Lou? Było idealnie. Znamy się od małego i wiemy o sobie wszystko. Pamiętam jak się wygłupialiśmy, bawiliśmy się. Ale musiało się to skończyć... Musieli się wyprowadzić ponieważ jego ojczym miał problemy z pracą. Dlatego się wyprowadzili aż do Holandii. Najgorszy moment w moim życiu to było pożegnanie...

*6 lat wcześniej*
Z rodzicami od Lou już się pożegnałam. Nadszedł moment na niego. Widziałam jak nie był zadowolony. Ba! Był załamany. Obydwoje wiedzieliśmy że tak szybko się nie spotkamy. Z moich oczu już kapały łzy.
-No chodź tu do mnie- powiedział a ja od razu się do niego przytuliłam. 
- Będziemy ze sobą gadać prawda?- zapytałam dławiąc się łzami
-Pewnie. Pamiętaj że zawsze będziesz w moich myślach. Nigdy o tobie nie zapomnę Nessa- powiedział i pocałował mnie w czoło.
-Lou musimy się już zbierać.- powiedziała mama od Lou 
-Daj mi jeszcze chwilę.- powiedział do niej i się odwrócił w moją stronę. Lekko się uśmiechnął.- Do zobaczenia mała- to były jego ostatnie słowa... Poszedł.... 

Gdy sobie tylko przypomniałam o tej sytuacji łzy mi leciały po policzkach. I pomyśleć że za kilka minut go zobaczę. Mojego Louisa... Pamiętaj że zawsze będziesz w moich myślach. Nigdy o tobie nie zapomnę Nessa... No właśnie. Czy pamiętał o mnie przez ten czas.  Jeśli chodzi o mnie to każdego dnia był w mojej głowie.. Jak mama mi powiedziała że przyjeżdżają jacyś przyjaciele to nigdy bym nie przypuszczała że nagle oni mają się zjawić.
-Vanessko możesz się pomału szykować. Zaraz będziemy wychodzić- poinformowała mnie mama a mi serce podskoczyło do gardła
-Od kiedy oni już tu są?
-Wczoraj wieczorem przyjechali- i że już od wczoraj jestem tak blisko niego... Wystarczy kilka kroków i jestem u niego. Postanowiłam iść do łazienki i się przebrać w coś lepszego niż piżama. Gdy byłam gotowa poszłam do mamy.
-Gotowa?- zapytała się a ja lekko kiwnęłam głową- Kochanie boisz się prawda? Wiem że bardzo długo się nie widzieliście. Ale myślę że nie będzie tak źle. Znowu będziecie się przyjaźnić
-Ale mamo oni znowu wyjeżdżają! A jak znowu nie będzie się ze mną kontaktował?! Czy ty wiesz jaka ja była załamana od momentu kiedy wsiedli do tego cholernego samolotu i tak sobie polecieli do Holandii?!- zdenerwowałam się
-Przepraszam. Wiem że to było dla ciebie trudne.
-W porządku. Idziemy?- zapytałam się ale i tak strasznie się bałam. Wyszłyśmy z domu i poszłyśmy w stronę JEGO domu. Ja coraz bardziej się denerwowałam. Moja mama zapukała do drzwi. A jeśli to on otworzy te drzwi?! I co ja wtedy zrobię?! Na moje cholerne szczęście otworzyła jego mama. Dzięki ci Boże!
-Johanna....- powiedziała pierwsza moja mama i już widziałam w jej oczach łzy. W końcu też się przyjaźniły.
- Anna...Witaj - powiedziała i od razu się przytuliła z moją mamą. Szczerze to mi też coś tam się kręciło w oku.
-Vanessa.. Jak ty już wydoroślałaś. - powiedziała i się do mnie przytuliła.- Wchodźcie.- zaprosiła nas do środka. Przywitałam się już z ojczymem Lou. Jednak go jeszcze nie widziałam.... Nagle ktoś po schodach zaczął schodzić. Odwróciłam się a tu.... ON... Louis...  Zauważył mnie i się chwilę przyglądał. Następnie przywitał się z moją mamą.  Podszedł do mnie. Zmienił się. Wyprzystojniał. Jednak dalej miał te swoje piękne, błękitne oczka.
-Em.. Cześć- powiedział pierwszy.
-Cześć...- odpowiedziałam
-Może chcecie pogadać na osobności? Lou idź z Vanessą do swojego pokoju.
-Ok- odpowiedział i poszedł w stronę swojego pokoju a ja za nim. Znaleźliśmy się w jego pokoju.
- Pamiętasz mnie jeszcze?- zapytał się lekko uśmiechając
-Pewnie że tak. Nigdy bym o tobie nie zapomniała Lou.- powiedziałam patrząc w jego oczy.
-Ja o tobie też nie zapomniałem Nessa.- powiedział a w moich oczach zaczęły gromadzić się łzy.
-Dlaczego się nie odzywałeś?- zapytałam. Musiałam wiedzieć co odpowie.
-Nessa...
- Dlaczego...Czy ty zdajesz sobie sprawę jak ja cierpiałam? Jak mi ciebie brakowało? Byłeś najważniejszą osobą w moim życiu. I dalej jesteś. Ale nie rozumiem dlaczego tak po prostu mnie olałeś...- powiedziałam otwarcie.
- Bałem się... Bałem się że jak będę do ciebie dzwonił i będę cię słyszał to będę jeszcze bardziej za tobą tęsknił... I nie pomagało... I tak za tobą cholernie tęskniłem Nessa.. Przepraszam....- powiedział i usiadł na łóżku.
-A czemu dopiero teraz przyjechaliście?
- Mark nie mógł dostać wolnego. Jeśli tak to na weekendy a moim rodzicom się nie opłacało tutaj na tyle przyjeżdżać.- powiedział a ja usiadłam obok niego.
-Tak bardzo za tobą tęskniłam...- powiedziałam.
-Ja za tobą też... No chodź tu do mnie.- powiedział wyciągając ręce do mnie a ja się do niego przytuliłam. Tak bardzo mi go brakowało.
-Kiedy wyjeżdżacie?
- Za tydzień- tylko tydzień... Tak mało....
-Lou.. Obiecaj mi że jak wyjedziecie to będziesz dzwonił i się kontaktować. Obiecaj mi to.- powiedziałam patrząc się w jego oczy
-Obiecuję- powiedział i pocałował mnie w czoło.- A tak po za tym to wyładniałaś- powiedział śmiejąc się
-No a ty się zrobiłeś taki sobie..- powiedziałam krzywiąc się. Oczywiste jest to że jest teraz mega przystojny ale chciałam się z nim podroczyć
- Co powiedziałaś?!- zapytał się i zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się na cały głos
-Lou.. proszę cię... przestań!- wykrzyczałam śmiejąc się
-Najpierw powiedz że jestem najprzystojniejszym i najseksowniejszym chłopakiem na świecie.
-Jesteś najprzystojniejszym i najseksowniejszym chłopakiem na świecie- powiedziałam śmiejąc się
-Dziękuję- powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Pamiętasz jak się wywaliłeś z drzewa? Hahaha
-To nie było śmieszne- powiedział udając obraźliwego
-Ojj Louuu- Pocałowałam go w policzek a on zdezorientowany się na mnie patrzał'-No co? Ty możesz a ja nie?- zapytałam uśmiechając się do niego
-Dzieci chodźcie na kolację!- krzyknęła z kuchni mama Lou a my zeszliśmy do salonu. Usiadłam między moją mamą a Louisem. Zaczęliśmy spożywać kolację gdy nagle zerknęłam na Louisa a ten był umazany w sosie. Byłam blisko od głośnego śmiechu.
-Lou..- szepnęłam po cichu- Masz sos na buzi- powiedziałam a ten jak na zawołanie szybko wziął serwetkę i się nią powycierał a ja zachichotałam. Po posiłku się mnie zapytał
-Idziemy na spacer?
-Jasne- powiedziałam i wyszliśmy z domu. Spacerowaliśmy sobie po "naszym" parku w którym bardzo często się bawiliśmy.
- Co jutro robisz?- zapytał się mnie
-W sumie to nic.
- Co powiesz jakbyśmy jutro gdzieś wyszli?
- Czemu nie- uśmiechnęłam się
-Masz śliczny uśmiech- powiedział a ja się zarumieniłam- I ładnie ci w różowych policzkach- no co za palant.. specjalnie to robi skubaniec...
-Wiesz co? Idę- udawałam obrażoną i szłam w jakimś kierunku. Nagle poczułam ręce na mojej talii
-A gdzie to mi uciekasz hm?- zapytał się i mnie podniósł
-Lou! Co ty robisz?! Ty idioto!- krzyczałam śmiejąc się
-Będzie kara moja droga- powiedział i zaczął mnie znowu łaskotać tym razem na trawie.
-Proszę.. - wyszeptałam przez śmiech. Nagle przestał i wpatrywał się w moje oczy.
-Jakie ja mam szczęście że mam taką śliczną, wspaniałą osobę...- powiedział głaszcząc mnie po włosach.
-Emm.. Ja będę się zbierać już.- powiedziałam szybko i wstałam a po mnie Lou. Widać było że był trochę zakłopotany. Postanowiłam to zmienić
-Dziękuję- powiedziałam i pocałowałam go w policzek na co się uśmiechnął. W drodze do mojego domu nie odezwaliśmy się do siebie. Ale to nie była niezręczna cisza. Mogłam się nacieszyć że mam obok siebie ważną mi osobę.
-Dziękuję za dzisiaj- powiedziałam do niego
-Ja też dziękuję. To do jutra- powiedział i się ze mną przytulił następnie poszłam w stronę moich drzwi i weszłam do domu. Mama już chyba spała bo wszędzie było ciemno. Postanowiłam iść się umyć i przebrać w piżamę. Gdy wróciłam do mojego pokoju sprawdziłam telefon gdzie pojawiła się wiadomość od Lou

Dobranoc mała:) do jutra:*

Odpisałam mu

Do zobaczenia Lou:*:*

Następnie położyłam się i próbowałam zasnąć. Byłam szczęśliwa że odzyskałam mojego Louisa. Tylko szkoda że za tydzień musi wyjeżdżać....

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej hej:* Jest 1 rozdziaaał. Oczywiście komentować czy jak na początek się podoba :D Myślę że jutro też się pojawi rozdział ale nie obiecuję:)



3 komentarze:

  1. Kurde świetny pomysł na opowiadanie :D czekam na więcej i więcej i więcej :D
    Caroline ;)

    OdpowiedzUsuń