Bay....

Bay....

środa, 15 lipca 2015

Rozdział 17

*Nessa*

Obudził mnie lekki powiew wiatru. Zaczęłam się kręcić i rozglądać. Na szczęście nikogo jeszcze nie było na plaży co oznaczało że jest jeszcze wcześnie. Tym razem leżałam bokiem odwrócona od Louisa. Chciałam sprawdzić która godzina ale nie miałam ani zegarka ani telefonu. Pewnie Louis ma w kieszeni. Dobrze że on też leży na boku ale lepiej by było jakby leżał na brzuchu.. Skierowałam swoją dłoń na tylną kieszeń od jeansów. Rzeczywiście tam był. Gdy już miałam zabierać telefon Louis zaczął się kręcić.
- Co ty robisz?- zapytał budząc się
- Chciałam tylko sprawdzić która godzina...
- Czyżby?- zapytał uśmiechając się
- Tak!
- Coś trudno mi uwierzyć
- Louis..
- Dobrze powiedzmy że ci wierzę- powiedział i mnie pocałował w policzek. Następnie sam wyciągnął swój telefon i sprawdził godzinę.- Jest 5:55.
- Moglibyśmy iść do mnie ale moja mama dopiero idzie do pracy o 7:00...
- Ja też nie mam zamiaru iść do mojego domu. Ale i tak będę musiał iść. Muszę się odświeżyć. Ale poczekam z tobą aż twoja mama wyjedzie.
- Dziękuję- chciałam pocałować go w policzek lecz ten się odwrócił tak że moje usta spotkały się z jego ustami. Lekko się uśmiechnął podczas pocałunku i go pogłębił. Czułam jak latały mi motylki w brzuchu. Tak bardzo go kocham.
Nagle nie przerywając czynności się położyłam a Louis jedną ręką się oparł a drugą masował mój policzek. Nagle zabrał rękę i położył ją na moim biodrze. Kierowała się niżej do końca mojej sukienki..
- Tak myślałam że coś ze mną kręcicie!- nagle ktoś krzyknął a ja zabrałam rękę od Louisa i go odepchnęłam. Spojrzałam w stronę osoby która okazała się... Tą starszą panią co nas widziała ostatnio...
- Ale to nie tak...
- Ale co się tłumaczysz tej pani? To jest nasza sprawa więc bylibyśmy wdzięczni jakby pani już się nas nie czepiała.- powiedział nagle zirytowany Louis a pani tylko westchnęła i poszła.
- Louis mógłbyś być milszy dla niej..
- Ale co ja będę się męczyć. To jest tylko nasza sprawa.- powiedział a ja tylko westchnęłam. Ale jak sobie przypomniałam co się działo przed chwilą....
- Podobało ci się co?- zapytał Louis uśmiechając się. Ja wiedziałam o co mu chodzi
- Ale co..
- Ty już wiesz co. Nie martw się dokończymy następnym razem.- powiedział a ja się zarumieniłam. Już mu nie odpowiedziałam ale poczułam że coraz bardziej wiało. Z czasem robiło mi się coraz zimniej. Miałam na sobie sukienkę a na nią tylko małą marynarkę. Zaczęłam się trząść a Louis to zauważył
- Chodźmy do samochodu. Nie mam przy sobie żadnej bluzy. Możemy się z tyłu położyć. - powiedział Louis a ja kiwnęłam głową. Zaskoczył mnie biorąc na ręce. Ja już nic nie mówiłam tylko się przytuliłam do jego piersi. Gdy byliśmy przy samochodzie na chwilę Lou mnie postawił na ziemię, otworzył drzwi i kazał bym weszła. Zrobiłam to a następnie dosiadł się do mnie Lou. Położył się na tylnych siedzeniach a ja przytuliłam się do niego. Aż mi się cieplej zrobiło.
- Co powiesz żebyśmy się trochę przespali? Nie za bardzo się wyspałem na tym piasku - zaśmiał się Lou
- Ja też nie. Chętnie bym jeszcze pospała...

Obudziliśmy się o 10:15. No nieźle. Ale muszę przyznać że w samochodzie jest o wiele wygodniej niż na suchym piasku.
- Moja mama jest już dawno w pracy. Pojechałabym się już odświeżyć.
- Ja też. Jedziemy?- zapytał a ja kiwnęłam głową. Wsiedliśmy do przodu i pojechaliśmy w stronę naszych dom.

- Spotkamy się jeszcze dzisiaj?- zapytałam się go jak byliśmy już na miejscu.
- Jak chcesz
- No pewnie że chcę- powiedziałam i pocałowałam go w policzek- I tak nie mam nic do roboty
- To przyjdę do ciebie jak się już ogarnę
- Dobrze. Czekam- pocałowałam go na pożegnanie i wyszłam z samochodu. Poszłam do domu. Na szczęście drzwi były tym razem otwarte. Mama pewnie wiedziała że nie mam przy sobie klucza. Od razu ściągnęłam szpilki, marynarkę i poszłam pod prysznic. Nawet się nie zorientowałam że wszystko w salonie było wysprzątanie po wczorajszej kolacji. Po prysznicu ubrałam się w luźne ubrania, wysuszyłam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Po skończonej czynności postanowiłam iść usiąść do salonu. Louisa jeszcze nie było co się dziwiłam bo zawsze ja dłużej siedziałam w łazience. Może jest zajęty teraz? Postanowiłam jeszcze pół godziny poczekać i do niego napisać jakby nie przyszedł.
Po 20 minutach dostałam od niego sms
Jestem w parku.

Trochę zdziwiła mnie ta treść ale postanowiłam nie czekać dłużej i iść jak najszybciej do parku.
Kiedy byłam na miejscu zaczęłam wszędzie szukać znanej sylwetki. Po kilku sekundach zauważyłam go na jednej z ławek. Łokcie miał oparte na kolanach a dłońmi ciągnął swoje włosy. Coś się stało.
- Louis?- zapytałam po cichu a on spojrzał na mnie i z powrotem opuścił głowę. Usiadłam obok niego.- Co się stało?
- Pokłóciłem się z nim. - wystarczyło że tylko powiedział "z nim" to już wiedziałam o kogo chodzi.- Znowu miał pretensje że do ciebie chodzę. Ja już traciłem panowanie ale natychmiast wyszedłem. Powinienem mu przyjebać.
- Nie Louis. Musisz być silny i panować nad sobą. Pobicie twojego ojczyma pogorszyło by sprawę.
- Następnym razem stracę cierpliwość Nessa. Nie panuję już nad sobą.- powiedział a ja usiadłam na jego kolanach i się do niego przytuliłam.
- Damy radę- powiedziałam i go pocałowałam
- Przepraszam że musiałaś tak długo czekać ale musiałem mieć trochę czasu na uspokojenie się. Tak to bym pewnie i na ciebie nakrzyczał...
- Nie no rozumiem Louis spokojnie..
- Po prostu się martwię że przez swoją złość mogę ciebie skrzywdzić. Oczywiście nigdy bym cię nie uderzył.
- Wiem. Louis nic nie jadłam od rana. Zjemy coś?
- Pewnie. Ja też nic nie jadłem. A tu gdzieś jest jakaś mała knajpka.- powiedział i postanowiliśmy iść. Kupiliśmy sobie gofry z polewą. Po zjedzeniu postanowiliśmy iść do mojego domu tak po prostu posiedzieć.
- Włącz tv a ja pójdę po coś do picia.- powiedziałam gdy już byliśmy w domu. Poszłam do kuchni i nalałam do szklanek sok pomarańczowy. Był to ulubiony sok Lou. Gdy wróciłam do salonu, telewizor był już włączony a Louis za to rozłożył się cały na kanapie. Postawiłam szklanki na stolik i złożyłam ręce na piersi.
- Co?
- Zamierzasz tak leżeć?
- A coś ci to przeszkadza ?- zapytał Louis uśmiechając się. A ja już wiedziałam co może go zdenerwować
- A nie. W każdej chwili mogę usiąść na fotelu.- powiedziałam i usiadłam na fotel. Oparłam się bokiem o niego a nogi dałam na drugą stronę oparcia. I jak gdyby nic zaczęłam oglądać tv. Raz zerknęłam na niego to minę miał bezcenną. Już się nie uśmiechał tylko patrzał się na mnie z szeroko otwartymi oczami. Z trudem powstrzymywałam śmiech. Ale ku mojemu zaskoczeniu Louis powiedział
- Dobrze.- i również zaczął oglądać telewizję. Czuję że zaczyna się niezła zabawa...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

przepraszam że tak długo czekaliście! Wróciłam kilka dni temu do domu i przez te dni nie miałam zbytnio weny bardzo przepraszam!
ale to nie koniec
możecie mnie za to znienawidzić ale trudno
jutro znowu jadę... i tym razem chyba rozdziału nie będzie około 2 tygodnie... co za ironia losu c'nie? ;D
wybaczcie:( koocham was! ;*

1 komentarz:

  1. Rozdział jak zwykle cudowny :* czekam na next kochana *-*

    OdpowiedzUsuń